Боровка. Визит наследника. польский язык
W lecie 1988 roku (rok po lądowaniu Mathiasa Rusta na Placu Czerwonym) byłem na wakacjach w ZSSR. Wraz z grupą studentów z Politechniki Warszawskiej przez 3 tygodnie pracowałem w Moskwie, a następnie wziąłem udział w wycieczce do kijowa i Petersburga (Leningradu). Pojechałem do Rosji na cały miesiąc tylko po to żeby wyruszyć na Podole. Inaczej nie byłoby to możliwe. Podróżować do Rosji można tylko zorganizowanymi grupami razem z sowieckimi „aniołami stróżami”.
W Kijowie udało mi się odłączyć (razem z kolegą z Warszawy) od grupy, kupić bilety i wsiąść do podmiejskiego pociągu, który jechał przez Winnice aż do Zmierzynki (Żmerenki). Tam na peronie stał inny pociąć – do Odessy. Dojechaliśmy do Wapniarki, która jest pierwszą po Jurkówce (Majątkiem mojego pradziadka Józefa Mańkowskiego) stacją na trasie do Odessy. Wysiadłem tam późnym wieczorem i poszedłem pieszo do Tomaszpola (około 20 km). Przed świtem odpocząłem koło drogi 3 godziny i ruszyłem dalej. W pewnym momencie zatrzymała się ciężarówka i kierowca, zwracając się do nas per „chłopcy” (podobnie jak po polsku), a nie „rebiata” jak to miało miejsce w Moskwie, spytał czy nie wiemy jak dojechać do cegielni w Krasniosiółce (majątku Lipkowskich, z których pochodziła moja praprababka Mańkowska). Wyciągnęliśmy mapę i wspólnie omówiliśmy drogę.
Z Tomaszpola pojechaliśmy jeszcze 15 km autobusem do Borówki. W Borówce pytałem gdzie stał przed rewolucja „duży dom w którym mieszkali Polacy”. W odpowiedzi jakiś młody kierowca kołchozowej ciężarówki powiedział, że „pałac pana Mańkowskoho” stał tam gzie teraz jest przedszkole.
W przedszkolu spotkałem nauczyciela biologii i chemii, który pomógł mi znaleźć starą cegłę monogramem EM.
Nauczyciel (z którym utrzymywałem potem miłe kontakty i pamiętam, że jego córka była sanitariuszką w czasie wojny w byłej Jugosławii) chodził z nami przez pół godziny aż w końcu przy ścianie pewnego domu natknęliśmy się na kilka leżących cegieł. Takich cegieł już nikt nie robi – tylko pan Mańkowski. On zaproponował żebym wziął ze sobą jedną z nich. Nauczyciel bez trudu domyślił się, ze jestem krewnym Emeryka Mańkowskiego. Zapytałem czy może mi coś powiedzieć na temat przedrewolucyjnych relacji pomiędzy nim a mieszkańcami. On tłumaczył, że urodził się w 1927 roku i pamiętać nic nie może, ale jego ojciec mu opowiadał, że pan Mańkowski to dobry gospodarz, dawał chłopom kredyty na rozwój gospodarstw i jeżeli były one wykorzystywane nie żądał zwrotu pieniędzy, jeżeli natomiast nie były dobrze wydane, to domagał się zwrotu kredytu w wyznaczonym terminie.
Jeżeli ktoś wyniósł z pańskiego pola worek zboża to „Pan Mańkowski sprawdzał czy na przykład ze zboża zostały zrobione dla dzieci kluski - i wtedy nie było żadnych konsekwencji, natomiast jeżeli zboże zostało zaniesione do karczmy i przepite, wtedy – „było gorzej”. Wspomniał też, że w czasie I wojny światowej ze dworu do domów, z których chłopi zostali zabrani do armii przysyłane było porąbane drzewno na opał a zimę. W czasie II wojny nie było już w Borówce nikogo kto by pomyślał żeby pomóc w takiej samej sytuacji.
W sumie byłem w Borówce mniej niż godzinę. Widziałem cegielnię, młyn i jakieś bardzo stare zabudowania gospodarcze. Kiedy chciałem już wracać, zostałem aresztowany przez milicjanta. Chciał zobaczyć „pozwolenie” na przyjazd do Borówki. Wszyscy obcokrajowi turyści są zobowiązani do posiadania takiego pozwolenia. Po doświadczeniach z 1987 roku z Litwy, kiedy próbowałem to załatwić, wiedziałem, że nikt mi go nie wyda i nawet nie próbowałem w tym roku o nie prosić.
Starym autobusem (bo „dyżurna maszyna” się „złamała”) pojechaliśmy z nim do Mohylowa Podolskiego. Po drodze widzieliśmy cukrownie w Mojówce Wacława Mańkowskiego i podziwialiśmy piękne krajobrazy. W komisariacie milicji w Mohylowie rozmawialiśmy z oficerem, który zadawał bardzo szczegółowe pytania i wszystkie odpowiedzi zapisywał. Pytał czy chcielibyśmy spędzić w areszcie 48 godzin. Wytłumaczyliśmy, że nie mamy na to czasu gdyż jesteśmy członkami oddziału bojowników studenckich oddziałów budowlanych, pracowaliśmy w Moskwie i wraz z grupa jedziemy na wycieczkę do Leningradu – miasta rewolucji i dlatego musimy się spieszyć.
Milicjant z Borówki, który nas aresztował, w momencie kiedy dowiedział się, ze mam na nazwisko Mańkowski uspokoił się nagle i przestał krzyczeć (wcześniej o tym nie wiedział bo nie przeczytał łacińskich liter w moim paszporcie) doszedł widocznie do wniosku, ze nie jesteśmy zupełnie obcymi ludźmi, ale „swoimi”.
o trzech godzinach od chwili aresztowania byłem już wolny. Milicjant z Borówki zapytał oficera czy nie należy nas odwieźć na dworzec powiedział, że sami trafiliśmy do Borówki więc sami też będziemy umieli wrócić do Kijowa.
Cegła jest u mnie w mieszkaniu w Warszawie.
_______
Летом 1988 года (через год после посадки Матиас Руст на Красной площади), я был в отпуске в СССР. Вместе с группой студентов из Варшавского технологического университета в течение 3 недель я работал в Москве, а затем мы приняли участие в поездке в Киев и Санкт-Петербург (Ленинград). Я отправился в Россию на целый месяц только попасть в Подолию. В противном случае это было бы невозможно. Путешествие в Россию (тогда) можно было осуществить только организованными группами вместе с Советским "ангелами-хранителями".
В Киеве мне удалось оторваться от группы (вместе с коллегой из Варшавы), купить билеты на пригородные поезда, которые через Винницу шел до Жмеринки. Там на перроне стоял другой поезд - в Одессу. Мы доехали до Вапнярки, - первой после Юрковцев (имение моего прадеда Иосифа Маньковского) станцией на пути в Одессу. Мы очутились там поздно вечером и пошли пешком в Томашполь (примерно 20 км). Перед рассветом, отдохнули рядом с дорогой часа 3 и пошли дальше. В один момент грузовик остановился, и водитель, обращаясь к нам "хлопцы" (как на польском языке), а не "ребята", как это было в Москве, спросил, знаем ли мы как добраться до кирпичного завода в Красноселке (имения Липковских, из семьи которых происходила моя прабабушка). Мы достали карту и вместе обсуждали пути.
Из Томашполя мы оставшиеся 15 км проехали на автобусе до Боровки. В Боровке я спросил, где до революции стоял "большой дом, в котором жили поляки". В ответ на это молодой водитель грузовика колхоза, сказал, что "дворец пана Маньковского" стоял сейчас там, где сейчас детский сад.
В детском саду я случайно встретил учителя биологии и химии, который помог мне найти старый кирпич с монограммой EM.
Учитель (с которым позже я поддерживали хорошие контакты, и я помню, что его дочь была медсестрой во время войны в бывшей Югославии) ходил с нами в течение получаса, пока, наконец, у стена дома, мы увидели несколько лежащих на земле кирпичей. Таких кирпичей никто не делаел - только пан Mankowski. Он предложил мне взять с собой какой нибудь из них. Учитель без труда догадаться, что я потомок Эмерика Маньковского. Я спросил, не мог ли он что-то рассказать бы о дореволюционных отношениях между Эмериком Маньковским и жителями села. Он пояснил, что он родился в 1927 году и помнить ничего не может, но отец говорил ему, что г-н Mankowski был хорошим хозяином, давал кредит крестьянам на развитие своих хозяйств, и если они были использованы с толком нетребовал вернуть деньги, однако, если, деньги были потрачены зря, то требовал возмещения кредита в установленный срок.
Если кто-то уносил с панского поля мешок зерна "пан Маньковский проверял, например, для чего – если из зерна делали клецки для детей - тогда не было никаких последствий, а если зерно было продано и деньги пропиты в корчме -". Это было хуже " Он также отметил, что во время Первой Мировой войны в дома, из которых крестьяне были взяты в армию было привезены нарубленные дрова для обогрева и зимой. Во время Второй мировой войны уже не было в Боровке, кто бы мог об этом подумать.
В целом, я был в Боровке менее часа. Я видел, кирпичный завод, мельницу, и некоторые очень старые хозяйственные постройки. Когда я хотел вернуться, я был арестован милиционером. Он хотел посмотреть, "разрешения" посетить Боровку. Все туристы обязаны иметь такое разрешение. После опыта 1987 года в Литве, когда я попытался получить его и мне никто его не выдал, я даже не пытался его получить.
На старом автобусе (потому что "дежурная машина» «сломалась») отправился я с ним в Могилев Подольски. По дороге я видел сахарный завод Вацлава Маньковского в Моевке и восхищался красивыми пейзажами. В отделении милиции в Могилеве со мной говорил с офицер, который задавал очень конкретные вопросы и записывал все ответы. Он спросил, хотим ли мы провести в заключении 48 часов. Мы объяснили, что у нас нет времени, чтобы сделать это, потому что мы члены боевого студенческого строительного отряда и работаем в Москве и с группой должны ехать в Ленинград - город революции, и почему мы должны торопиться.
Милиционер из Боровки, который арестовал нас, как только он услыхал фамилию Маньковский вдруг сразу успокоился и перестал кричать (ранее он об этом не знали, потому что не понимал латинские буквы в паспорте), видимо, пришли к выводу, что мы не чужие людей, "свои".
Через три часо после ареста ареста, я был свободен. Милиционер из Боровки спросил офицера не должнен ли он приводить нас к станции, но тот сказал, что раз они сами добрались до Боровки, сами смогут вернуться в Киев.
Кирпич с монограммой ЕМ теперь находится в моей квартире в Варшаве.
33826105
